Chyba każdy człowiek – może nawet niewierzący też – odczuwa niekiedy nieodpartą potrzebę modlitwy. Chcielibyśmy wtedy podzielić się swoją radością, wdzięcznością, żalem czy pragnieniami z kimś, kto nas na pewno zrozumie, kto potrafi dzielić z nami nasze uczucia, kto potrafi pomóc. To wielkie szczęście, jeśli mamy kogoś zaufanego i pewnego: przyjaciela, małżonka, brata. Ale to nam jednak nie wystarcza, chcielibyśmy, żeby to nie był tylko człowiek – potrzebujemy jeszcze Boga.
Może dlatego, że pragniemy nieśmiertelności? Że chcemy utrwalić nasze uczucia wobec świadka, który się nie starzeje i nigdy nie umrze? Że chcemy je dzielić z kimś, kto potrafi współuczestniczyć w nich w całej pełni, utożsamiając się z nami do końca? Może jeszcze dlatego, że potrzebujemy miłości i akceptacji, potwierdzenia na najwyższym szczeblu swojej wartości, swojego istnienia i rzeczywistości? Dlatego pragniemy, aby ten Świadek był wszechmocny i wieczny, by był Bogiem.
Kiedyś człowiek musiał te pragnienia i tęsknoty zaspokajać sam. Był skazany na szukanie po omacku, na grę wyobraźni, na niespełnienie i lęk. Nie wiedział, czy jego postulaty mają szansę realizacji. Dzisiaj wiemy, że Bóg wyszedł ludzkim pragnieniom naprzeciw. Posłał swego Syna, by nauczył ludzi modlić się i by objawił właściwego Adresata dla naszych modlitw. Okazało się wtedy, że rzeczywistość nieskończenie przewyższa nasze postulaty i marzenia. Tym wymarzonym świadkiem jest nie tylko Bóg wszechmocny i wieczny, ale Bóg który nas rozumie i kocha, Bóg, który jest Ojcem!
To niesamowite, że możemy modlić się bez lęku, modlić się do Boga, który jest miłością, który jest troskliwy, który opiekuje się, przebacza, pomaga, wyzwala. Do Boga, który jest naszym Ojcem. Bardzo nieszczęśliwi są ludzie, którzy nie doświadczyli w dzieciństwie ojcowskiej miłości, albo doświadczyli jej wypaczenia. Właściwie są na całe życie upośledzeni. Trudno jest im zrozumieć, że mają jeszcze innego Ojca – Ojca, który jest w niebie. Poznać tego Ojca mogą przez modlitwę.
Nauczył nas jej Jego Syn. Tylko On wie kim jest Bóg i tylko On może o Nim pouczyć. Więc uczy nas, że Bóg jest święty i godzien uwielbienia, że mamy Go wysławiać i z utęsknieniem wyczekiwać przyjścia Jego królestwa. Zna też nasze codzienne potrzeby, wyrażone w symbolu powszedniego chleba i zapewnia, że Bóg jest na nie wrażliwy, że na pewno nam nie odmówi tego, co służy do życia. I chociaż bezpośrednia troska o chleb spoczywa na nas i jest zależna od naszej pracy, Bóg chce, byśmy tę pracę podejmowali razem z Nim, z Jego błogosławieństwem.
Następnie Jezus zachęca nas do modlitwy o przebaczenie i zarazem wzywa nas do przebaczenia. Jeśli nasza modlitwa jest szczera, powinniśmy zacząć od tego miejsca. Albowiem to tylko od nas zależy, czy zechcemy być w tym punkcie konsekwentni i wypełnić to, o co się modlimy, czy też nie. I jeśli mamy nieraz żal do Boga, że nie wysłuchuje naszych próśb, że dopuszcza takie skandale jak Oświęcim czy głód, to zastanówmy się najpierw, czy w naszym życiu jest obecne przebaczenie. Czy sami czynimy i przyczyniamy się do tego, o co prosimy, czy też pozostawiamy to Bogu, a sami tylko przeszkadzamy.
Na koniec Jezus na kilku przykładach pokazuje, że modlitwa jest niezawodna, gdyż niezawodny jest Bóg. Jedynie człowiek zawodzi. A ponieważ Bóg pewne rzeczy uzależnia od współpracy człowieka, dlatego najpierw powinniśmy się zatroszczyć, byśmy sami byli wierni temu, o co prosimy. Byłoby bowiem niekonsekwencją prosić o coś słowami, a zaprzeczać temu czynami. I trudno oczekiwać, by Bóg traktował te prośby serio.
| « poprzednia | następna » |
|---|





























































