Czy tylko nieliczni będą zbawieni? To pełne obawy pytanie było prawdopodobnie spowodowane zbyt ciasnym i jednostronnym zrozumieniem nauki Chrystusa: w duchu prawa Starego Testamentu. Faktycznie, jeśli nauczanie Chrystusa pojmiemy tylko w kategoriach sztywnych przepisów, które człowiek ma ściśle wypełnić, okażą się one niewykonalne. Ot chociażby to słynne zdanie o odcięciu ręki czy nadstawianiu drugiego policzka. Jeśli zinterpretuje się je jako przepis prawny, będzie to najsurowsze i najokrutniejsze prawo świata.
Ale Chrystus nie chciał tworzyć nowego kodeksu, nowego zbioru ścisłych instrukcji, które nie pozostawiłyby ludziom ani centymetra wolnej przestrzeni. Jezus sformułował pewne ogólne zasady, wytyczył pewien kierunek, dał człowiekowi mapę i kompas i powiedział: trzymaj się tego, jeśli chcesz dojść do celu. Dał nam także swego Ducha, który ma nam wszystko przypominać i uczyć nas właściwego zrozumienia Jego słów. Przy pomocy rozumu i sumienia oświeconego przez Ducha Świętego potrafimy właściwie ocenić swoją sytuację i wybrać rozwiązanie.
Ale sama wiedza i nawet dobre chęci jeszcze nie wystarczą. Dopiero Duch Święty może uzdolnić człowieka do wypełnienia Ewangelii. Bez niego traci Ona w zasadzie swój sens, bo jest niewykonalna. W Ewangelii bowiem najważniejsze jest to, że to Bóg wziął w swoje ręce sprawę naszego zbawienia. To nie my mamy się zbawić, lecz zbawi nas Bóg. My mamy jedynie przyjąć Jego dar zbawienia i wszystkie wynikające stąd konsekwencje.
Gdy zrozumiemy to wszystko i zaczniemy wprowadzać w życie, wtedy to początkowe pytanie straci swój sens. Człowiek, który zaufa całkowicie Chrystusowi i pozwoli się prowadzić Duchowi Świętemu, będzie miał stuprocentową pewność zbawienia. Nieraz boimy się tej pewności i uważamy ją za zuchwalstwo, ale świadczy to tylko, że źródła zbawienia upatrujemy w sobie samych. Jeśli wiemy, że zbawienie jest darem miłości Boga, wtedy raczej zwątpienie okaże się obelgą dla Boga.
Jednakże wielu z nas, rozumiejących Ewangelię powierzchownie i prawniczo, to pytanie – może w bardziej konkretnej postaci: kto będzie zbawiony? czy ja będę zbawiony? – chciałoby postawić i usłyszeć odpowiedź. Ciekawe jednak, kto z nas potrafiłby sobie taką odpowiedź wyobrazić. Bo co by to miało znaczyć: tak, ja będę zbawiony. Czy wobec tego nie musiałbym się już o nic martwić, bo bilet do nieba miałbym w kieszeni? Albo: nie będę zbawiony. Więc nic już w moim życiu nie miałoby mieć sensu? Po prostu, takiej odpowiedzi nie ma, bo zależy ona zawsze od naszego aktualnego „kursu”: czy żyję z Bogiem, czy bez Boga.
I właśnie tak odpowiedział wtedy Jezus i jest to jedyna, sensowna odpowiedź: Nie powiem wam, kto będzie zbawiony, ale powiem co ty masz robić, jeśli chcesz być zbawiony. Musisz trafić i dopasować się do ciasnych drzwi, to znaczy musisz zrozumieć jedno: że Bóg chce cię zbawić! Gdy to zrozumiesz i dowiesz się ze Słowa Bożego w jaki sposób chce to zrobić., reszta będzie już stosunkowo prosta. Bóg sam będzie cię prowadził.
Jeśli natomiast będziesz chciał liczyć na jakieś formalne względy, wątpliwe zasługi czy przywileje, wtedy żadne gwarancje ci nie pomogą, bo takich gwarancji nie ma! Pozostanie ci tylko lęk i gorączkowe budowanie pozornych zabezpieczeń, które i tak na nic się nie zdadzą.
| « poprzednia | następna » |
|---|





























































