W dzień swego Zmartwychwstania Jezus składa w ręce kapłanów niepojętą moc, która nie została jeszcze ani w pełni odkryta, ani odpwiednio dowartościowana. Moc przywracania do życia ludzkiego ducha, moc oczyszczania sumień: „Komu grzechy odpuścicie, będą odpuszczone, a komu zatrzymacie, będą zatrzymane”. Do Zmartwychwstania walkę z grzechem prowadził sam Jezus. Po odniesieniu nad nim zwycięstwa, wyposaża kapłanów w moc uwalniania z grzechów tych, którzy tego pragną. Już nie potrzeba odwoływać się do teorii reinkarnacji, powtórnego wcielenia, by w cierpieniu nowego życia oczyszczać się z popełnionych grzechów. Wystarczy podejść do kapłana i przyjąć dotknięcie jego rozgrzeszającej ręki, by trąd grzechu natychmiast ustąpił. Grzesznik może rozpocząć nowe życie jako człowiek zdrowy. Wprawdzie często jeszcze przez pewien czas musi przechodzić okres rekonwalescencji, usuwając skutki grzechów w postaci wielkiego osłabienia duchowego, ale mając do dyspozycji pokarm uświęcający, Komunię Świętą, szybko wróci do pełni sił i radości ducha.
W Wieczerniku, w Wielki Czwartek, Jezus złożył w ręce kapłanów moc przemieniania chleba i wina w pokarm nieśmiertelności. Skoro jednak nie można tego pokarmu podawać ludziom w grzechu, bo nie tylko im nie pomoże, lecz zaszkodzi, trzeba było ręce kapłańskie wyposażyć również w moc uzdrawiającą ludzkie serca. Władza rozgrzeszania logicznie łączy się z władzą konsekrowania chleba i wina. Stąd też tam, gdzie odrzuca się świętość Eucharystii, nie uznaje się również kapłańskiej władzy odpuszczania grzechów. Chrześcijanin winien odkryć wielkość skarbu, jakim jest Eucharystia i moc rozgrzeszania. Oba te skarby zostały złożone w kapłańskie ręce. Tylko ten potrafi właściwie spojrzeć na kapłana, kto odkryje wielkość tych darów. Najczęściej przy słabej wierze popełnia się błąd, oceniając dar Eucharystii i rozgrzeszenia, patrząc na wartość kapłana. Winno być odwrotnie. To kapłana należy ocenić przez dar, jaki spoczywa w jego rękach. To jest tak, jakbyśmy odrzucali ofiarowany nam kosz pełen brylantów tylko dlatego, że jest stary, brudny i nie przedstawia żadnej wartości. Kto jednak chce mieć owe brylanty, musi je przyjąć z tym koszykiem. To prawda, że do wielkich skarbów winno być równie cenne opakowanie, ale mówiąc szczerze, nawet najcenniejsze opakowanie nie jest godne Bożego skarbu. Rzadko się spotyka ludzi, którzy oceniają kapłana według skarbu, jaki jest w jego rękach. Znacznie częściej tych, którzy rezygnują ze skarbu z powodu zastrzeżeń, jakie można wysunąć pod adresem rąk, w które Bóg go złożył.
Ze zdumieniem słuchałem kiedyś wypowiedzi studentów, którzy wrócili ze spowiedzi odprawionej u kapłana o marnej opinii. Wszyscy wiedzieli, że lubił zaglądać do kieliszka i podobno z celibatem też nie był w porządku. Postawiłem pytanie czy te wiadomości nie przeszkadzają im w korzystaniu u niego z sakramentu pokuty. Jeden z nich, kończący prawo, odpowiedział: „Sędzia przewodząc w procesie sądowym wydaje wyroki ważne nawet wówczas, gdyby był winien wielu przestępstw. Kiedy sam zasiądzie na ławie oskarżonych – osądzi go inny sędzia. Kapłan siedząc w konfesjonale wydaje wyroki w imieniu Boga i wyroki jego są ważne. Sędzią jego będzie Bóg, a nie my”. Cała grupa, z którą rozmawiałem, tak podchodziła do kapłana. Zdumiewała ich dojrzałość. Oni znali wielkość skarbu w słabych, a nawet brudnych rękach. Przychodzili po skarb, a ręce im nie utrudniały jego przyjęcia. Zbliżający się Kongres Eucharystyczny to okazja do głębszego przemyślenia naszego spojrzenia na kapłana. Chodzi o to, byśmy przypadkiem nie rezygnowali z Boskich darów pokoju sumienia oraz pokarmu nieśmiertelności tylko dlatego, że postawa sługi, który je podaje, pozostawia wiele do życzenia. Pan sam sprawiedliwie rozliczy się ze sługami. Ks. Edward Staniek
| « poprzednia | następna » |
|---|































































































































































































