Chyba nikt z nas nie lubi takiego ostrzegawczo-karcącego tonu, któremu często towarzyszy jeszcze grożenie palcem: „Uważaj, bo jak nie, to...” Więc i słowa Chrystusa przyjmujemy z oporem, albo i nie przyjmujemy: po prostu, puszczamy je mimo uszu, żeby nas nie niepokoiły i nie spędzały snu z oczu.
Ale przecież Chrystusowi wcale nie chodzi o to, żeby nas straszyć, lecz żeby nas zmobilizować do nawrócenia. Właśnie dlatego tekst ten czyta się w pierwszą niedzielę Adwentu, czyli na początku nowego roku kościelnego. Ma to być zachęta, żeby zacząć coś na nowo, inaczej niż w zeszłym roku. Z nowym rokiem zostaje nam bowiem dany nowy czas do wykorzystania i trzeba być czujnym, aby go nie zmarnować, żeby nam nie przepłynął między palcami, bezpowrotnie nie uciekł.
Na tym właśnie polega postawa czuwania. Jest to nie tylko natężona uwaga, aby nie przeoczyć jakiegoś zagrożenia, lecz znacznie więcej. W czasie pamiętnego spotkania z młodzieżą na Apelu Jasnogórskim w 1983 r. Papież powiedział: „Czuwam, to znaczy staram się być człowiekiem sumienia”. Sumienie jest tą władzą w człowieku, która wzywa go, względnie powstrzymuje od działania nie ze względu na ewentualne konsekwencje, kary, nagrody, ludzkie sądy, lecz ze względu na wewnętrzną wartość i prawdę czynu. Człowiek, który chce i potrafi być wierny swojemu sumieniu, ma poczucie bezpieczeństwa i wewnętrzny pokój, płynący z przekonania, że postępuje dobrze.
Czuwać, to znaczy dostrzegać drugiego człowieka, jego potrzeby, prawa, dobro. Właśnie takie było podstawowe zadanie odźwiernego z dzisiejszej ewangelii: czuwać nad służbą i całym domem. Najlepszym przykładem takiej postawy jest matka: jej wrażliwość na dzieci, gotowość do poświęcenia się w razie potrzeby.
I wreszcie czuwam, to znaczy jestem odpowiedzialny. Człowiek odpowiedzialny to ten, na którym można polegać, można być pewnym, że wywiąże się ze swoich obowiązków, a nawet więcej, zrobi to, co wprost do niego nie należy, ale co powinno być zrobione. Taki człowiek nie marnuje okazji do działania, ani nie czeka, aż inni go wyręczą. Przejawia on osobistą inicjatywę działania i jest gotów podjąć się nawet sporego trudu i niewygody, jeśli sytuacja tego wymaga.
Właśnie takiego człowieka przedstawia nam dzisiejsza ewangelia. Ale obraz ten dotyczy nie tylko zaangażowania doczesnego, zawodowego, społecznego czy rodzinnego. To wszystko jest bardzo ważne, ale dopiero na drugim miejscu. Pierwszeństwo musi mieć zaangażowanie w sprawy królestwa Bożego, a wtedy wszystko inne też będzie zrealizowane.
My często oddzielamy, albo wręcz przeciwstawiamy sobie sprawy nieba i sprawy ziemi, ale to nie jest zgodne z wolą Bożą. Bóg chce, żeby człowiek już tu, na ziemi, w ziemskim życiu, zaczął urzeczywistniać Jego królestwo. Bóg chce naszej pomyślności, porządku, ładu, pokoju, dostatku, sprawiedliwości, bezpieczeństwa. Jest gotów nam w tym pomóc, dając wszelkie konieczne wyposażenie, moc i motywację do zaangażowania i działania. Człowiek, który czuwa, potrafi te możliwości wykorzystać – i ma efekty: potrafi osiągnąć sukces, czyli to, do czego Bóg go wzywa i powołuje. Przykładem – Jan Paweł II i wielu innych „chrześcijan sukcesu”.
Cóż z tego, skoro my jednak wolimy słodko sobie drzemać i wylegiwać się, zamiast czuwać. Wtedy wszystkie te dary się marnują i nie przynoszą żadnego owocu. Często motywacje finansowe, żądza sławy, bogactwa, władzy – czyli duch tego świata, okazuje się silniejszy niż pragnienie królestwa Bożego. I właśnie dlatego u progu nowego roku i adwentu, Jezus do wszystkich wierzących kieruje swoje wezwanie: czuwajcie! Ks. Edward Staniek
| « poprzednia | następna » |
|---|































































































































































































