Święty Marek w swojej Ewangelii przedstawia systematycznie fakty z życia Jezusa, z których jasno wynika, że nie jest On tylko zwykłym człowiekiem. Jest to zwięzła kronika, w której lakoniczne relacje z wydarzeń, przytaczanie opinii ludzi, ich zdziwienia, reakcji, pytań – wszystko to ma czytelnika prowadzić do wniosku, że Jezus jest faktycznie Synem Bożym. Taki właśnie cel postawił sobie św. Marek już w podtytule: „Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym”. Ponieważ w tym roku, w tzw. okresie zwykłym, Ewangelia Markowa będzie nam stale towarzyszyć, dlatego warto zwrócić uwagę, w jaki sposób Autor cel ten realizuje.
Przede wszystkim ukazuje suche fakty, czyli to, co się naprawdę wydarzyło. A więc najpierw miejsce i czas akcji – synagoga w Kafarnaum, szabat. Potem co się działo: Jezus nauczał, a słuchacze się zdumiewali. Albowiem jego mowa nie miała charakteru wyuczonej i odtwarzanej lekcji, przytaczania swoich wyjaśnień czy interpretacji, lecz była twórczym i samodzielnym wykładem prawdy.
Kto przypomina sobie swoje szkolne lata i nauczycieli, wie jak łatwo odróżnić nauczyciela-rzemieślnika, który jedynie wyuczy się jakiejś lekcji i odtwarza z pamięci podręcznikowe wiadomości, od nauczyciela twórczego i myślącego, który dobrze zrozumiał i przyswoił sobie temat, a teraz dzieli się swoimi przemyśleniami z uczniami. Podobnie też ma się sprawa z kazaniami: można recytować z pamięci czy z kartki przepisane od kogoś kazanie, ale można też kazanie tworzyć samemu, czerpiąc z treści uprzednio przyswojonej, przemyślanej i przetłumaczonej na swój własny, żywy język.
A Jezus nie musiał nawet tego: On sam tworzył te treści, On sam stanowił prawdę, prawa, fakty. Jego Słowo miało moc stwórczą: co powiedział, to się stawało. Stawało mocą Jego Słowa. To nie były jakieś sztuczki czy przypadkowe zbiegi okoliczności. Jezus miał władzę, i to władzę autonomiczną, samą przez się, a nie z czyjegoś nadania czy woli ogółu. Jego władza wypływała z prawdy.
Na pewno znamy, przynajmniej z filmów, ludzi obdarzonych siłą woli i charakteru. Człowiek jakoś im ulega, dobrowolnie uznaje ich autorytet i poddaje się w dobrowolne posłuszeństwo. Tacy urodzeni przywódcy łatwo wspinają się po szczeblach władzy, ale ostatecznie ktoś wcześniej te szczeble ustanawiał i zatwierdzał. Władza Jezusa była absolutna: nikt nie musiał jej nadawać, zatwierdzać ani uznawać. I dlatego Jezus budził takie zdumienie wśród ludzi i przestrach w świecie złych duchów.
Samo Jego Słowo wystarczyło, by Mu się podporządkować. Słowo ma moc: może niszczyć, ranić, wprowadzać w błąd, zagarniać w niewolę złudzeń, może zarażać nienawiścią, wprowadzać nieufność. Może też dodawać sił i nadziei, budować człowieka, umacniać, oświecać, prowadzić ku prawdzie. Chyba doskonale znamy obydwa zakresy możliwości słów – zrodzonych z prawdy bądź z kłamstwa. Słowo Jezusa było zrodzone z samej prawdy, ono wręcz tę prawdę ustanawiało. Każdy, kto tylko te słowa chciał przyjąć, otwierał się na prawdę i na jej moc. Prawda czyni człowieka wolnym, wyzwala od złudzeń, pozwala dokonywać prawdziwych wyborów, podejmować słuszne decyzje. Prawda daje człowiekowi poczucie racji i siły: czynię to, co trzeba, idę we właściwym kierunku. Ten, kto jest wierny prawdzie nigdy nie poniesie klęski, nawet, jeśli ulegnie przemocy.
Tylko że za prawdę trzeba płacić: cenę wierności, świadectwa, odwagi, rezygnacji z drobnych machlojek, życiowych ułatwień i taniej wygody, nieraz cenę prześladowań. Jeśli zabraknie nam odwagi, aby samemu przyjąć prawdę, nigdy nie będziemy w pełni wolni, a nasze słowa będą pozbawione mocy. Ks. Mariusz Pohl
| « poprzednia | następna » |
|---|































































































































































































