NSZZ „Solidarność” mimo kłopotów z zarejestrowaniem, w szybkim czasie skupiła aż 10 mln członków, ludzi, którzy głośno sprzeciwiali się ustrojowi tyranii jednej partii. Po raz pierwszy w historii PRL - u dopuszczono do głosu robotników i obywateli. Powołanie „Solidarności” było dość dużym osiągnięciem w dziedzinie walki o prawa obywatela i człowieka z ustrojem, gdzie te prawa były gwałcone na każdym kroku. Walka z ustrojem była na tym etapie niemożliwa. Jedność partii PZPR była niepodważalna, a w ZSRR Leonid Breżniew był mniej przychylny swobodom niż Nikita Chruszczow. Leonid Breżniew stał na straży jedności bloku wschodniego a każdy bunt społeczny był gaszony w zarodku w imię obrony interesów socjalizmu. Breżniewa zaniepokoiła zbyt ugodowa polityka PZPR wobec nowego związku zawodowego, zastosował on taktykę zastraszania Polski. W 1981 roku stanowisko I sekretarza opuścił Stanisław Kania, jego miejsce objął Wojciech Jaruzelski. W tym czasie rozpoczęły się manewry wojsk Układu Warszawskiego na terytorium Polski, dodatkowo miały stacjonować siły zbrojne NRD i Czechosłowacji. Taki obrót sprawy spowodował, że władze nie starały się o szczere porozumienie ze związkiem Solidarność. W pierwszej kolejności starano się podporządkować związek, liczono, że uda się go zniszczyć. Siły bezpieczeństwa uciekały się do licznych prowokacji, czy tez zastraszania członków Solidarności. Zwalczano wybitnych działaczy takich jak: Lech Wałęsa, Adama Michnika, Jacka Kuronia, Bronisława Geremka. Gdy wszelkie naciski nie przyniosły rezultatu, sytuacja nie była do opanowania, strach komunistów przed zbrojną interwencją wziął górę, stąd pojawiła się koncepcja wprowadzenia stanu wojennego.




























































































































































































