Chrześcijanie winni być znakiem dla otoczenia, że ich rodziny wzajemnie sobie pomagają. Tam gdzie rodzina nie była w stanie pomóc, pomagali ci, którzy gromadzili się na Eucharystii. Miłosierdzie ewangeliczne ma swoje kręgi. Pierwszy to krąg rodzinny. Należy go rozumieć w sensie, że najbliżsi dostrzegają trudną sytuację kogoś z bliskich i potrafią zorganizować pomoc w swoim gronie. Dzisiaj chętniej obmawia się bliskich i narzeka na ich nieudolność, niż spieszy się im z pomocą. Drugim kręgiem są ludzie wierzący i praktykujący. To oni maja prawo do pomocy ze strony innych wiernych. Pomoc należy tym, którzy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji: ofiarom powodzi, pożaru, wojny, trzęsienia ziemi...Kościół nie ma obowiązku pomagania ludziom poza gronem wierzących. Ta pomoc spoczywa na barkach państwa i instytucji społecznych. Traktowanie Kościoła jako instytucji dobroczynnej, odpowiedzialnej za rozwój kultury i wzrost dobrobytu, rozwiązywanie spraw społecznych i gospodarczych jest nieporozumieniem.




























































































































































































