W Kościele jest miejsce dla każdego człowieka. Tego poczętego i tego w ramionach zmęczonej porodem matki. Tego w przedszkolu i w szkole, tego, z którym wiele kłopotów mają rodzice i wychowawcy, i tego bardzo grzecznego. W Kościele jest miejsce dla zdolnego i dla tego, który mimo wysiłku wielu ludzi do końca życie nie potrafi się podpisać. Jest w nim miejsce dla sławnego w świecie profesora i dla tych, którzy od rana do wieczora nie rozstają się z puszką piwa. W Kościele jest miejsce dla groźnego kryminalisty zamkniętego w więzieniu i dla misjonarza umierającego w Kenii na malarię. Kościół jest wielkim Bosko-ludzkim bogactwem.
Z tego wynika drugi wniosek. Kościoła na ziemi nie wolno idealizować. Nie można stawiać wszystkim ludziom w Kościele wymagań, którym nie stawia im Bóg. Wielu sądzi, że Kościół jest doskonałością że reprezentują go najpiękniejsze okazy. Takie idealizowanie prowadzi do rozczarowania. Wielu ludzi obecnie przeżywa z tego powodu dramat. Idealny Kościół spotkamy dopiero w wieczności. W Kościele jest miejsce dla każdego człowieka. Dla głuchej babci, która się tłucze różańcem i dla jej wnuczki, którą to denerwuje. Jest miejsce dla płaczącego dziecka i dla walczącego z nałogiem lekarza. Jest miejsce dla kalekiego i dla tych którzy dzielą się z nim tym, co posiadają. Jest miejsce dla młodego człowieka, który, będąc w świątyni bardzo się interesuje się piękną kobietą, która przed nim stoi, aniżeli kazaniem. I jest miejsce dla dziadka, którego bardziej interesuje już metalowa laska, na której się wspiera, niż zanoszone do Boga modlitwy.




























































































































































































