Nie stawiajmy innym takich wymagań, jakie stawiamy sobie. I nie dziwmy się niczemu. Podobnie jak to jest w lesie. Wiewiórka się nie dziwi że muchomor nie skacze z drzewa na drzewo. A jaszczurka się nie dziwi, że sowa się nie opala z nią na rozgrzanym od słońca kamieniu. Każde stworzenie żyje na swojej orbicie i szanuje orbity innych stworzeń. Czasami i w lesie dochodzi do kolizji i wtedy jedno ze stworzeń przeżywa dramat. Ale i temu nikt się nie dziwi. Takie jest bowiem prawo życia w lesie. I my w Kościele nie denerwujemy się tym, że ludzie żyją inaczej niż my. Nie tylko wtedy, gdy spotykamy katolików chodzących w futrach wśród lodów Arktyki czy też na tych, którzy prawie nago żyją jeszcze na drzewach w boliwijskiej puszczy. Nie dziwimy się także, gdy spoglądamy na inne życie naszych sąsiadów i nie zazdrośćmy nikomu.
W przyrodzie nie ma zazdrości. Gdyby skrzecząca sroka zazdrościła słowikowi jego pięknego śpiewu, to na pewno – gdyby to była polska sroka – namówiłaby kota, by upolował słowika. Tego w lesie nie ma. Każde stworzenie chwali Boga tym, czym jest i tam, gdzie jest. Włącza się w wielki chór całego kosmosu i w takim ułomku czasu, jaki ma do dyspozycji, śpiewa chwałę stwórcy. Ostatnia uwaga. Jak nie należy utożsamiać lasu z leśniczym, tak nie należy utożsamiać Kościoła z duchowieństwem. Leśniczy to nie las i duchowny to nie Kościół. Kto utożsamia Kościół z duchowieństwem, ten będzie nieustannie boleśnie uderzał głową o trudności. Taki obraz usiłują nam narzucić środki przekazu, ale nie jest to właściwy obraz Kościoła. Leśniczy bez lasu nic nie znaczy. Las bez leśniczego może żyć swoim rytmem. Duchowny bez Kościoła nic nie znaczy. Kościół bez duchownego może żyć swoim rytmem.




























































































































































































